Ludzie czesto kojarzą nasze najwyższe góry tylko i wyłącznie z Tatrami Wysokimi których skaliste szczyty są wizytówką Zakopanego. Początkujacy górołazi często ograniczają rejon swoich działań tylko do Tatr Wysokich nie wiedząc, że na mniej zatłoczonej zachodniej stronie Tatr na wędrowca czekają inne, lecz nie mnniej piękne widoki. Świetnym sposobem na poznanie tej częśći gór jest kilkudniowa wędrówka główną granią Tatr Zachodnich.

Dzień 1 Witów- Dolina Chochołowska (Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej)

Ten dzień nie był sczególnie ciekawy ani wymagający jego celem było dojście do naszej bazy na następne dwa dni, czyli schroniska na Polanie Chochołowskiej im. Jana Pawła II. Po zostawienia samochodu w Zakopanem, busem podjechaliśmy do wylotu Doliny Chochołowskiej. Z tamtąd praktycznie płaską, zatłoczoną lecz otoczoną pięknymi widokami drogą doszliśmy do schroniska. Po drodze mijaliśmy krzyż upamiętniający lądowanie helikoptera z papieżem Św. Janem Pawłem II, oraz liczne zabudowania w większości prywatne (przez to teraz w głębi doliny spotkać możemy szpecącego otoczenie ,,food tracka”– na szczęście wtedy jescze go tam nie było). Schronisko jest duże i komfortowe chociaż w ciągu dnia bardzo zatłoczone.

Dzień 2 Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej – Kaplica Św. Jana Chrzciciela- Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej

Tej niedzieli pogoda była niesprzyjająca, mocno padał deszcz, przez co postanowiliśmy pójść tylko na Mszę do kaplicy, a trasę którą pierwotnie mieliśmy zrobić tego dnia postanowiliśmy połączyć z trasą dnia następnego.

Dzień 3 Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej – Grześ-Rakoń- Wołowiec- Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej

Tego dnia aura była dla nas o wiele łaskawsza i już zaraz po wyjściu ze schroniska zachwyciła nas pięknymi wręcz baśniowymi widokami. Naszym pierwszym celem tego dnia był Grześ. Żółty szlak którym wędrowaliśmy zaczął wznosić się już za schroniskiem, lecz podejście to, mimo że rozbudziło nas całkowiecie nie było zbytnio wymagające. Ścieżka przez większość czasu prowadziła lasem, dopiero bezpośrednio przed Grześiem skończył się las, który odsłonił, częściowo przykryte sprawiającą wrażenie tajemniczości mgłą piękne krajobrazy. Na sczycie zrobiliśmy sobie krótką przerwę na batonika i wyruszyliśmy dalej granią w stronę Rakonia. Odcinek między Grzesiem a Rakoniem był bardzo przyjemny, szlak wypiętrzał się dosyć stromo tylko raz na jakiś czas. W warunkach lepszej przejrzystości powietrza z grani rozciągają się zapewne piękne widoki na obie strony. Chociaż w naszym przypadku mgła równiez stwarzała niepowtarzalny klimat. Na Rakoniu zrobiliśmy krótką przerwę podczas której podziwialiśmy panoramę roztaczającą się m.in. na Grań Rochaczy, czy dumnie górujący nad nami Wołowiec. Podejście na Wołowiec, chociaż względnie krótkie było najbardziej wymagającym podejściem tego dnia. Na sczycie zrobiliśmy sobie dłuższy popas w pięknej scenerii. Sczególnie kusząco wyglądała Grań Rochaczy– Orla Perć Tatr zachodnich, zwana tak ze względu na wyjątkową jak na tę część Tatr ekspozycję. Po odpoczynku zaczęliśmy długie, lecz do granicy lasu malownicze zejście do schroniska. Na początek wędrowaliśmy drogą podejścia, po chwili jednak skręciliśmy na zielony szlak, który doprowadził nas prosto do miejsca noclegu.

Dzień 4 Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej – Trzydniowiański Wierch- Kończysty Wierch- Starorobociański Wierch- Ornak- Schronisko PTTK na Hali Ornak

Dzień ten rozpoczęliśmy zejściem w dół Doliny Chochołowskiej zielonym szlakiem. Na Polanie Trzydniówce skręcilismy w prawo i za czerwonymi znakami rozpoczęliśmy żmudne podejście na Trzydniowiański Wierch. Z początku strome podejście lasem nieźle nas zmęczyło. Po pewnym czasie drzewa zamieniły się w kosówkę i odsłoniły widoki uprzyjemniające marsz. Na Trzydniowiańskim Wierchu zgodnie z naszym zwyczajem zrobiliśmy krótką przerwę. Dalsza droga wzdłuż zielonego szlaku na Kończysty Wierch była jednym z przyjemniejszych odcinków. Prowadziła ona granią, a prawdziwe, lecz nie nazbyt strome podejście zaczęło się dopiero przed samym wierzchołkiem. Nie muszę chyba wspominać, że wszystko to w otoczeniu pięknych krajobrazów. Na szczycie kusiło nas by zboczyć z zaplanowanej trasy na pobliski Jarząbczy Wierch oddalony od Kończstego Wierchu o niecałe 40 minut. Jednak po przeliczeniu czasów stwierdziliśmy, że moglibyśmy nie zdążyć dojść do schroniska przed zmrokiem. Z Kończystego Wierchu ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem w stronę Starorobociańskiego Wierchu. Droga na niego również wiodła wzdłuż grani lecz końcówka podejścia była bardziej męcząca niż na poprzedni wierzchołek. Po popasie ruszyliśmy dalej bardzo stromym zejściem w stronę Siwego Zwornika, gdzie zboczyliśmy ze szlaku czerwonego na zielony prowadzący na Ornak. Droga na ten szczyt nie pokonywała dużych przewyższeń, mimo to monotonny marsz urozmaicał skalisty charakter Ornaku. Po minięciu tego sczytu zaczęło się długie i męczące zejście do Iwanickiej Przełęczy na którym najbardziej we znaki dawały nam się długie kamienne schody. Od przełęczy szlak prowadzi dosyć płaską i przyjemną drogą, aż pod same schronisko na Hali Ornak. Samo schronisko jest bardzo klimatyczne, świetlica na górze pozwala odizolować się jego mieszkańcom od tłumów przewalających się przez nie w ciągu dnia, z tarasu i balkonu rozciąga się z kolei piękny widok na Błyszcza.

Dzień 5 schronisk0 PTTK na Hali Ornak- Kiry- schronisk0 PTTK na Hali Ornak

Tego dnia postanowiliśmy trochę odpocząć i po prostu pobyć w górach. Większość dnia spędziliśmy w schronisku. tylko ja z tatą w pewnym momencie zeszliśmy do Kir by uzupełnić zapasy.

Dzień 6 schronisko PTTK na Hali Ornak- Chuda Przełączka- Ciemniak- Małołączniak- Kopa Kondracka- Przełęcz pod Kopą Kondracką- Schronisko PTTK na Hali Kondratowej

Dzień ten powitał nas rześkim porankiem, który zachęcał do szybszego marszu rozgrzewającego zaspane jeszcze ciała. Zaraz za schroniskiem wbiliśmy w zielony szlak który stopniowo rozrzedzającym się lasem, potem terenami już bezleśnymi doprowadził nas do Chudej Przełączki. Na tym odcinku spotkaliśmy też pewnego sympatycznego mężczyznę, jak się potem okazało listonosza, z którym wielokrotnie spotykaliśmy się w dalszej trasie by zrobić sobie nawzajem zdjęcia. W pewnym momencie mieliśmy również okazję obserwować kozice (zaleta wczesnego wyruszenia na szlak). Podejście na Ciemniak z wyżej wspomnianej przełączki rozpoczęło jeden z najpiękniejszych odcinków jakie przyszło nam dotychczas pokonywać w całych Tatrach. Po wejściu na Ciemniak i krótkim popasie na nim ruszyliśmy w dalszą drogę granią, która doprowadziła nas przez Małołączniak na Kopę Kondracką. Z Kopy Kondrackiej roztacza się dosyć niecodzienny widok na Giewont, który od tej strony wygląda bardzo niepozornie oraz w niczym nie przypomina Śpiącego Rycerza. Z Kopy Kondrackiej jeszcze czerwonym szlakiem zeszliśmy na Przełęcz pod Kopą Kondracką, z której odbiliśmy na zielony szlak stromo opadający prosto do schroniska na Hali Kondratowej.

Dzień 7 Schronisko PTTK na Hali Kondratowej- Zakopane ( Kuźnice)

Plany na ten dzień były bardziej ambitne niż zejście do Zakopanego przez Kalatówki. Planowaliśmy przejście granią do przełęczy Liliowe. Jednak jak to w górach bywa aura nie była wystarczająco sprzyjająca. Deszcz słaba widoczność i prawdopodobieństwo burzy zmusiły nas do zmiany planów i powrotu do Zakopanego najkrótszą drogą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *